Nie jestem osobą, którą na siłę stara się przystosowac do grupy. Po prostu robię, co chcę i kiedy chcę. Wyrażam swoje opinie, ale nic na siłę. Do ludzi w pracy odezwałam się po 2 miesiącach codziennej krzątaniny w biurze

Najpierw obserwuję;)
Poza tym, pewnego rodzaju, powiedzmy "jedność" musi nastąpić. Bez iskrzenia między ludźmi nie zachodzą odpowiednie reakcje, które sprzyjają otwartości i porozumieniu. Dlatego jakaś swoista "przystosowania" do grupy musi nastąpić, żeby owa grupa miała możliwośc spójnego egzystowania

Jeden słaby pierwiastek może wszystko zepsuć.